Opis
Helllloooooo, Vietn… to znaczy, Wrocław! Można się pomylić, jak człowiek próbuje się przedostać z dworca GDZIEKOLWIEK w godzinach JAKICHKOLWIEK wrocławską komunikacją publiczną. To chyba jedyne miasto w Polsce, gdzie da się driftować tramwajem. Vin Diesel by się pos*ał ze strachu na Placu Jana Pawła II. Wolni i Wściekli - dzień z życia w Mieście Spotkań. No właśnie. O co chodzi z tym Waszym hasłem: Wrocław Miasto Spotkań? Nie wiem, czy ktoś Wam już mówił, ale to się nawet nie rymuje. W Poznaniu na przykład jest „Poznań Miasto Doznań", też bzdura, ale przynajmniej ładnie brzmi w Kronice Kryminalnej. Ale żeby nie było, że przyszedłem i tylko krytykuję, zamiast wyciągnąć pomocny język (bo jestem językoznawcą - hehe), rymuje się na przykład: Wrocław Miasto Obław. Albo: Wrocław Miasto Rozpraw. Ostatnio modne jest myślenie życzeniowe, tzn. - przepraszam - afirmacja, więc „Wrocław Miasto Popraw" i „Wrocław Miasto Zostaw" też będą spoko. Chociaż tak naprawdę wiemy, że ktoś powinien zrobić „Wrocław Miasto od Podstaw". Ech, trochę porymowałem i od razu się czuję jak Szymborska - martwy. O czym to ja miałem… A, tak. W najbliższą sobotę o godzinie 17:00 będę miał przyjemność (jestem dzisiaj wyjątkowo zabawny) odwiedzić Targi Książek Dobrych we Wrocławiu (sala żółta). Podczas spotkania autorskiego zrobię to, co zwykle podczas spotkań autorskich, czyli będę gadał o zwierzętach i książkach (również nowych), ale osłodzę Wam to chałwą. Na targach będzie obecny mój wydawca, więc da się kupić książkę i dostać na niej bazgroła od 18:00 do 18:30 na stoisku Znaku. Żeby był akcent lokalny, na specjalne życzenie narysuję w książce wykolejony tramwaj. Mogę też nabazgrać kota Wrocka, tego od prezydenta, który robił MBA w Uzbekistanie (wiem, że nie dostanę nakazu sprostowania, bo prawda jest gorsza). A po wszystkim pójdę pewnie poszukać na Rynku lokalu, w którym pierwszy raz miałem okazję spróbować miodowego piwa. Byłem tam ładnych kilkanaście lat temu z kuzynem, który tam studiował. W sensie we Wrocku, nie w barze. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja. W każdym razie dziwnie tam ludzie na mnie patrzyli i byłem przekonany, że się jorgnęli, skąd przyjechałem (Polska Wschodnia). A przecież koszulę z sitowia miałem schowaną pod płaszczem. Potem się okazało, że były walentynki i wieczór dla par. A dziwnie patrzyli pewnie dlatego, że kuzyn siedział z ponurą miną i zupełnie bez róży. Był niezbyt wesoły, głównie z powodu kaca, ale na brak róży faktycznie nie mam wymówki. Do zobaczenia!
Helllloooooo, Vietn… to znaczy, Wrocław! Można się pomylić, jak człowiek próbuje się przedostać z dworca GDZIEKOLWIEK w godzinach JAKICHKOLWIEK wrocławską komunikacją publiczną. To chyba jedyne miasto w Polsce, gdzie da się driftować tramwajem. Vin Diesel by się pos*ał ze strachu na Placu Jana Pawła II. Wolni i Wściekli - dzień z życia w Mieście Spotkań. No właśnie. O co chodzi z tym Waszym hasłem: Wrocław Miasto Spotkań? Nie wiem, czy ktoś Wam już mówił, ale to się nawet nie rymuje. W Poznaniu na przykład jest „Poznań Miasto Doznań", też bzdura, ale przynajmniej ładnie brzmi w Kronice Kryminalnej. Ale żeby nie było, że przyszedłem i tylko krytykuję, zamiast wyciągnąć pomocny język (bo jestem językoznawcą - hehe), rymuje się na przykład: Wrocław Miasto Obław. Albo: Wrocław Miasto Rozpraw. Ostatnio modne jest myślenie życzeniowe, tzn. - przepraszam - afirmacja, więc „Wrocław Miasto Popraw" i „Wrocław Miasto Zostaw" też będą spoko. Chociaż tak naprawdę wiemy, że ktoś powinien zrobić „Wr...