Spotkania z Mistrzem: Jacek Turczyk
Opis
Czy istnieje prosty przepis na dobre zdjęcie? Prezentancja zdjęć z wystawy oraz technika ich wykonania. Odkąd pamiętam, zawsze chciałem być fotografem ̶ zwłaszcza fotoreporterem w gazecie. Moje pierwsze zdjęcie jest dla mnie bardzo ważne. Zrobiłem je w wieku siedmiu lat aparatem Zorka 4, zaraz po uroczystości Pierwszej Komunii Świętej mojego kuzyna. Był to kadr moich rodziców, gdy się przytulali. I choć uroczystość miała charakter rodzinny, uważam je za moje pierwsze reporterskie ujęcie. Pamiętam film Pola śmierci, który oglądałem w dzieciństwie. Reporter po kilkudniowym wyjeździe z żołnierzami wracał do hotelu, wywoływał filmy, przeglądał jeszcze mokre negatywy i już po jego minie widać było, że ma zdjęcie na okładkę. Każdy fotograf marzył o takim momencie w swojej karierze. Ja miałem ich sporo, pracując w „Życiu Warszawy", a potem w Polskiej Agencji Prasowej - to było coś magicznego. Tak działo się do czasu, gdy pojawiły się aparaty cyfrowe - szybsze, z jakością, która z czasem stała się fenomenalna. Wszystko mieliśmy „od ręki", tu i teraz. To było jeszcze lepsze niż te chwile tuż po wyjęciu negatywu z koreksu, a ja, mówiąc szczerze, nie znosiłem siedzieć w ciemni. „Cyfra" była dla mnie błogosławieństwem… Pewnie trwałoby to jeszcze długo - kolejne aparaty robiłyby zdjęcia coraz szybciej i ostrzej, matryce byłyby większe, a na zdjęciu moglibyśmy zobaczyć pyłek na rzęsie - gdyby nie AI, które w ciągu roku od premiery ChatGPT zaczęło generować fotografie wygrywające prestiżowe konkursy fotograficzne. Cztery lata po tamtej premierze, gdy widzimy świetne zdjęcie, pierwsza myśl brzmi: czy to prawdziwe, czy wygenerowane? Kilka lat temu widziałem wystawę zdjęć Zbyszka Siemaszki w Domu Spotkań z Historią. Zastanawiałem się, co jest w tych fotografiach, że tak zachwycają ludzi. Oglądający analizują proste, czarno-białe ujęcie białego, jeszcze błyszczącego nowością Pałacu Kultury na tle odbudowującej się Warszawy. Odpowiedź usłyszałem od rozmawiających obok: prostota. Żadnych trików, zabiegów technicznych, wyłącznie mistrzowski kunszt wykorzystania światła padającego na negatyw i kompozycja. Zrozumiałem, że to właśnie jest siłą zdjęć, pokazujących historię życia ludzi w mieście, które podnosiło się po wojnie. Wtedy narodził się pomysł kupienia starych, kultowych już aparatów, o których zawsze marzyłem, czule nazywanych „Texas Leiką", a do nich czarno-białych negatywów i sfotografowania Warszawy tak, jak robili to moi starsi koledzy - bez specjalnych efektów, bez budowania dramaturgii w Photoshopie. Tak jak oni chcę pokazać proste historie o współczesnej stolicy. 21.01.2026 roku otworzyłem wystawę zdjęć w warszawskiej galerii Test pt.: Współczesna Warszawa na „starej" fotografii. Jacek Turczyk: Od ponad 30 lat zajmuje się fotografią, która jest jego pasją, zawodem i sposobem patrzenia na świat. Specjalizuje się w dostrzeganiu i zatrzymywaniu w kadrze ulotnych emocji oraz w pokazywaniu jasnej, ale też niekiedy ciemniejszej strony rzeczywistości. Absolwent Studium Fotograficznego w Zespole Szkół Fototechnicznych w Warszawie (1996). Karierę rozpoczął w „Życiu Warszawy", następnie przez ponad 20 lat pracował w Redakcji Fotograficznej Polskiej Agencji Prasowej, dokumentując kluczowe wydarzenia w kraju i za granicą ‒ od wejścia Polski do NATO i UE po wizyty najwyższych przedstawicieli władzy innych państw. 10 kwietnia 2010 roku relacjonował wydarzenia związane z katastrofą w Smoleńsku. Przez wiele lat był fotografem obsługującym Prezydentów RP: Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudę. Jego zdjęcia doczekały się publikacji w mediach na całym świecie. W 2014 roku odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi. Laureat kilkudziesięciu nagród, m.in. Grand Press Photo, BZWBK Press Foto, nagród SDP i Muzeum Powstania Warszawskiego. Autor zdjęć nagradzanych w kategoriach portretu, życia codziennego, sportu i fotoreportażu. Od 2019 roku freelancer, specjalizujący się w fotografii portretowej i biznesowej. Od dwóch lat realizuje marzenie z początków kariery, dokumentując życie Warszawy i jej mieszkańców średnioformatowym aparatem Fuji Film GW690.
Czy istnieje prosty przepis na dobre zdjęcie? Prezentancja zdjęć z wystawy oraz technika ich wykonania. Odkąd pamiętam, zawsze chciałem być fotografem ̶ zwłaszcza fotoreporterem w gazecie. Moje pierwsze zdjęcie jest dla mnie bardzo ważne. Zrobiłem je w wieku siedmiu lat aparatem Zorka 4, zaraz po uroczystości Pierwszej Komunii Świętej mojego kuzyna. Był to kadr moich rodziców, gdy się przytulali. I choć uroczystość miała charakter rodzinny, uważam je za moje pierwsze reporterskie ujęcie. Pamiętam film Pola śmierci, który oglądałem w dzieciństwie. Reporter po kilkudniowym wyjeździe z żołnierzami wracał do hotelu, wywoływał filmy, przeglądał jeszcze mokre negatywy i już po jego minie widać było, że ma zdjęcie na okładkę. Każdy fotograf marzył o takim momencie w swojej karierze. Ja miałem ich sporo, pracując w „Życiu Warszawy", a potem w Polskiej Agencji Prasowej - to było coś magicznego. Tak działo się do czasu, gdy pojawiły się aparaty cyfrowe - szybsze, z jakością, która z czasem sta...