MonsterS. MORDERCZE PIEŚNI / spektakl muzyczny / reż. Robert Talarczyk
Opis
Patron straceńców, adwokat przegranych spraw, opiekun przeklętych dusz - Nick Cave nie lęka się mroku. Idzie za bohaterem na skraj miasta, choć tam czeka tylko przeznaczenie (nie bez kozery słynne „Red Right Hand" patronuje gangsterskiej sadze Peaky Blinders). Trzyma w ręce kamień i wraz z kochankiem rozłupuje go o twarz najpiękniejszej z panien (oj, hitem był w latach 90. duet „Where the Wild Roses Grow" z młodziutką Kylie Minogue). Siada w celi śmierci, by śledzić myśli kłębiące się w głowie skazańca (kto wie, czy jego „Mercy Seat" najmocniej nie wstrząsa w wykonaniu Kazika). Pół biedy Nick Cave - ten od zawsze był wykolejony. Ale nawet Leonard Cohen, najsłodszy z bardów, wyznał trzy dekady temu: „Wszystko wokół mnie sypało się w proch - moje przekonania, moje pragnienia, cały mój duch - popadłem w głęboką depresję, a ta została ze mną na długi czas". Właśnie wtedy powstał najsłynniejszy z jego albumów - „Love and Hate". Miłość i śmierć. Dr Jekyll, Mr Hyde. W każdym z nas jest jakiś cień, jakiś mrok, jakaś bestia, którą trzeba czasem wyciągnąć za fraki i… No właśnie. I co wtedy? MonsterS. MORDERCZE PIEŚNI to opowieść o spotkaniu z bestią. Cztery wielkie osobowości, cztery mistrzynie aktorskiej psychoanalizy, cztery potężne sceniczne żywioły - Izabella Malik, Maria Meyer, Elżbieta Okupska i Alona Szostak - zapuszczają się w cztery kąty, cztery piętra, cztery warstwy osobistych wnętrz. Są tam, gdzie demony pchają ku zbrodni i okrucieństwu. Znają dobrze smak zdrady, cierpienia, utraconej miłości. Uciekają w samotność, odwracają się od świata, ale na koniec trafiają w przesmyk nadziei, wybaczają, pragną odkupienia. Osią narracyjną są w MonsterS monologi wewnętrzne - gęste, intymne wyznania bohaterek utkane ze słów wielkich songów ochrypłego dekadenta Toma Waitsa, wiecznie poszukującego romantyka Leonarda Cohena, szaleńczego desperata Nicka Cave'a. Intymne, osobiste, indywidualne, a jednak uniwersalne. Bo w każdym z nas są pragnienia, obsesje, namiętności i lęki. W każdym jest potencjał do zadawania cierpienia, ale i walki w słusznej sprawie, bezinteresowności, poświęcenia. Każdy zna ból, rozpacz, euforię i śmiech. Każdy mógłby zaśpiewać własną, morderczą pieśń. [Łucja Siedlik] scenariusz i reżyseria: Robert Talarczyk produkcja i kierownictwo wokalne: Kamil Baron kierownictwo muzyczne i aranżacje: Jerzy Mączyński wizualizacje: Grzegorz Mart kostiumy i scenografia: Dagmara Walkowicz-Goleśny reżyseria świateł: Piotr Roszczenko autor plakatu: Kuki Krzysztof Iwański występują: Izabella Malik Maria Meyer Elżbieta Okupska Alona Szostak zespół muzyczny w składzie: Daniel Ruttar - instrumenty klawiszowe Michał Karbowski / Tomasz Grabowski (gościnnie) w dniach 30;31 października i 2 listopada - gitara Jędrzej Łaciak - gitara basowa Bartłomiej Herman - instrumenty perkusyjne oraz warstwa elektroniczna zespół wokalny: Dorota Terlecka Monika Wieczorek Mateusz Milewski (uczestnicy Warsztatowego Studia Wokalnego) pokaz przedpremierowy: 7 listopada 2024 r. prapremiera: 8 listopada 2024 r. Duża Scena Teatru Rozrywki czas trwania: ok. 100 minut bez przerwy Spektakl wyłącznie dla dorosłych! Uwaga! W spektaklu mogą być wykorzystywane efekty stroboskopowe. Organizator: BaronArt ℹ️ KASA BILETOWA 〰〰〰〰〰〰〰〰〰 czynna: w godz. 13.00 - 20.00 oraz w dniach, w których nie odbywają się spektakle: od poniedziałku do piątku w godz. 9.00-17.00 tel. (+48) 32 346 19 34 e-mail: [email protected] ℹ️ BIURO PROMOCJI I OBSŁUGI WIDZÓW 〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰 czynne: od poniedziałku do piątku w godz. 8.30 - 16:30 tel. (+48) 32 346 19 31 do 33 e-mail: [email protected]
Patron straceńców, adwokat przegranych spraw, opiekun przeklętych dusz - Nick Cave nie lęka się mroku. Idzie za bohaterem na skraj miasta, choć tam czeka tylko przeznaczenie (nie bez kozery słynne „Red Right Hand" patronuje gangsterskiej sadze Peaky Blinders). Trzyma w ręce kamień i wraz z kochankiem rozłupuje go o twarz najpiękniejszej z panien (oj, hitem był w latach 90. duet „Where the Wild Roses Grow" z młodziutką Kylie Minogue). Siada w celi śmierci, by śledzić myśli kłębiące się w głowie skazańca (kto wie, czy jego „Mercy Seat" najmocniej nie wstrząsa w wykonaniu Kazika). Pół biedy Nick Cave - ten od zawsze był wykolejony. Ale nawet Leonard Cohen, najsłodszy z bardów, wyznał trzy dekady temu: „Wszystko wokół mnie sypało się w proch - moje przekonania, moje pragnienia, cały mój duch - popadłem w głęboką depresję, a ta została ze mną na długi czas". Właśnie wtedy powstał najsłynniejszy z jego albumów - „Love and Hate". Miłość i śmierć. Dr Jekyll, Mr Hyde. W każdym z nas jest jakiś ...